Przedstawiamy Wam wywiad z Jackiem Ketchumem, który ukazał się w numerze 16 magazynu grozy Grabarz Polski.
Jeżeli go jeszcze nie znacie, to przeczytajcie spokojnie ciekawy wywiad, porozglądajcie się na naszej stronie, a potem lećcie w te pędy na stronę
Wywiad z Jackiem Ketchumem
Należy do grona najlepszych pisarzy grozy. Wielokrotnie wychwalany m.in.przez Stephena Kinga i ceniony przez fanów gatunku. Człowiek
znakomicie piszący o bestialskich czynach, które jest w stanie wyrządzić
człowiek. Dlatego nurtuje nas pytanie dlaczego jeszcze nikt w Polsce nie
postanowił przełożyć chociaż jednej jego powieści. Ale mamy dla Was dobrą wiadomość: już na jesień zapowiadane jest polskie tłumaczenie najbardziej znanego dzieła Ketchuma pt. „The Girl Next Door”. Szczegóły w wywiadzie, którego pisarz udzielił niedawno wysłannikowi Grabarza Polskiego.
Rozmawiał Sebastian Drabik
Tłumaczenie na język polski: Bartosz Rumieńczyk
Cześć Jack. Czy możesz mi powiedzieć, jak zacząłeś swoją karierę pisarską? Wiem, że parałeś się wieloma zajęciami zanim zacząłeś pisać, byłeś nawet aktorem, prawda?
Aktorem, piosenkarzem, handlarzem drewna, śmieciarzem – robiłem mnóstwo różnych rzeczy. Jeśli chodzi o pisanie, to najważniejsze były dla mnie trzy, cztery lata przepracowane jako agent literacki. Poznałem pisarstwo od strony biznesowej i nawiązałem dużo kontaktów z wydawcami i redaktorami.
Napisałeś wiele wspaniałych książek. Jedną z nich jest niewątpliwie „Off Season” – wyraźnie inspirowana filmem Wesa Cravena „Wzgórza mają oczy”. Czy mógłbyś opowiedzieć co nieco czytelnikom Grabarza Polskiego o swoim debiucie? Niestety ta ksiązką nie jest szeroko znana w Polsce…
„Off Season” w ogóle nie była inspirowana „Wzgórzami…”. Jeśli dobrze pamiętam, to „Wzgórza” weszły na ekrany w 1977. Ja zobaczyłem film w kinie typu grindhouse w 1978 roku, a wtedy byłem już mocno zaangażowany w pisanie mojej powieści. Powstawała bardzo powoli, bo musiałem pogodzić pisanie z pracą dla magazynu. Wydaje mi się, że ta uwspółcześniona opowieść o Sawneyu Beane’em – historia o plemieniu kanibali ukrywającym się gdzieś w świecie, w naszych czasach, po prostu była wtedy dość popularna.
Jak długo pracowałeś nad pierwszą powieścią?
Skończyłem pisać „Off Season” we wczesnych latach 80. Trwało to dwa lata, ze względu na pracę dla magazynu – pisząc normalnym trybem, pewnie uporałbym się z powieścią w 9 miesięcy.
Dziewięć lat później opublikowałeś szokującą, opartą na faktach „The Girl Next Door”, jak ją przyjęła twoja rodzina oraz fani? Podejrzewam, że wówczas jej treść musiała budzić kontrowersje?
„The Girl Next Door”, która swoją drogą niedługo ukaże się w Polsce nakładem wydawnictwa Papierowy Księżyc, została dobrze przyjęta zarówno przez moją rodzinę, jak i przez moich fanów. Niestety Warner Books rzuciło książkę na rynek z żenująca okładką i dopiero rok później, gdy pojawiło się wydanie w twardej oprawie, ze wstępem Stephena Kinga, ksiązka wzbudziła jakiekolwiek zainteresowanie.
Którą książkę uważasz za swoje największe osiągnięcie?
To tak jakbyś mnie spytał, które dziecko kocham bardziej!
A którą książkę byś polecił czytelnikowi nie znającemu twojej twórczości?
Czytelnikowi nie lubiącemu nadmiaru przemocy polecam „Red” – to jedna z moich najłagodniejszych powieści. W innym wypadku polecam to, co sam robie z pisarzem, którego nie znam – zacząć od debiutu i obserwować jak jego styl zmienia się w kolejnych książkach. W moim przypadku oznacza to sięgnięcie po „Off Season”.
Niektóre z twoich powieści przeniesiono na ekran – „The Lost, „The Girl Next Door”, „Red”, a w 2010 powinna wejść na ekrany adaptacja „Offspring”. W „The Lost” i w „The Girl Next Door” zagrałaś epizodyczne role, jak to wspominasz?
Granie przechodniów jest super. Nie ma dużo tekstu do zapamiętania, zaledwie parę linijek, a można pobyć trochę z filmowcami i podpatrzeć ich pracę. Byłem przechodniem we wszystkich adaptacjach moich książek, jeśli w nieodpowiednim momencie mrugniesz, możesz przegapić moje złorzeczenie w „The Girl Next Door”. W „Offspring” mam zagrać koronera, który grzebie w każdym trupie. Już nie mogę się doczekać! Wystąpiłem także razem z moim kumplem Edwardem Lee w adaptacji jego noweli – „Header”. Graliśmy gliniarzy, którzy znajdują przy drodze śliczne, nagie zwłoki.
Jesteś miłośnikiem zwierząt, jednak w utworze „Red” postanowiłeś uśmiercić psa. Czy podobny niemiły incydent zdarzył ci się kiedyś w życiu?
Bogu dzięki nie. Musze dodać, że zabicie tego psa otwierało całą historię. Oparłem to luźno na prawdziwych wydarzeniach. Pomyślałem sobie, co by było gdyby ktoś zabił psa Clinta Eastwooda? Potrzebowałem motywu zemsty.
Który twoje dzieło zostało najlepiej przeniesione na kliszę filmową?
Lubię wszystkie adaptacje, każdą z innych powodów. Każda ma jakiś wady, ale to względnie małe wady. Jak na razie mam szczęście do filmów – odpukać w niemalowane drzewo. Wszystkie trzymają się wiernie tekstu książek.
W zasadzie w żadnej z twoich powieści nie ma elementów nadnaturalnych. Czy przez to chcesz nam – czytelnikom - pokazać, że prawdziwe życie jest na tyle straszne, że nie trzeba wplatać dodatkowo elementów nadprzyrodzonych czy fantastycznych?
Mnie bardziej przeraża to, co człowiek może zrobić drugiemu człowiekowi, niż duchy czy demony. Raczej „Władca much” niż „Drakula”. Obie ksiązki są dobre i obie czytałem jak byłem młody, ale to „Władca…” napędził mi porządnego stracha.
Stephen King nazwał cię najstraszniejszym gościem w Ameryce. Zgadzasz się z tymi słowami, czy może znasz gościa, któremu znacznie lepiej idzie straszenie czytelników?
Zwykłem żartować, że najstraszniejszy gość w Ameryce mieszka w Białym Domu. Teraz jest tam Obama, więc już się nie nabijam.
Skąd czerpiesz inspiracje?
Wow! Nie dam rady wszystkich tu wymienić. Czytam mnóstwo rzeczy, różnych autorów. Najbardziej lubię pisarzy ceniących sobie artyzm i warsztat pisarski. Tych akurat łatwo poznać…
Jak wygląda twój przeciętny dzień? Kiedy ci się najlepiej pisze?
Od przedpołudnia do wczesnego popołudnia. Powiedzmy, do dziesiątej do drugiej popołudniu. Po czterech godzinach pisania nowego materiału mój mózg się wyłącza. Gdy mam wcześniej napisany tekst, potrafię nad nim pracować po sześć, siedem godzin.
Nie wiem czy wiesz, ale twoje powieści bardzo sobie ceni Killjoy z zespołu „Necrophagia”. Kojarzysz ich muzykę?
Niestety nie. Sprawdzę w google.
Skoro z takim zapałem pisujesz książki grozy, to zapewne nie gardzisz także grozą filmową. Wymień swoje ulubione horrory i powiedz kilka zdań o swoich ulubionych reżyserach.
Kolejne pytanie z serii „wow”. Ogólnie uważam, że najbardziej twórczym okresem dla filmów grozy był czas od połowy lat 70. do połowy lat 80. Wtedy pojawili się tacy faceci jak Cronenberg, Romero czy Carpenter. To okres od, powiedzmy, „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” do „Muchy” Cronenberga. Inteligentne, oryginalne kino. Potem przyszli Freddie z Jasonem. Dziś, moim zdaniem, to kino azjatyckie jest cholernie żywe, jest tam mnóstwo nowych, świeżych pomysłów.
Co sądzisz o horrorach, które obecnie cieszą się ogromną popularnością wśród widzów, chodzi mi o te, skądinąd bardzo brutalne, a mianowicie o „Hostel”, „Piłę” itp. Czy według ciebie takie filmy potrafią znacznie oddziaływać na psychikę widza?
Nie bardziej niż „Piątek trzynastego”. Ludzie, pamiętajcie – to tylko filmy. Owszem są brutalne, ale to fikcja, koniec, kropka. To tylko opowieści. Chcecie czegoś szkodliwego dla widzów? Idźcie na wojnę – jest w czym wybierać.
Czy jest jakieś pytanie, które nie zostało przeze mnie zadane, a bardzo chciałbyś na nie udzielić odpowiedzi?
Jak się mają twoje koty? Dziękuję, w porządku.
Jakie masz plany na przyszłość?
Obecnie pracuję nad własnym scenariuszem, potem pewnie powrót do prozy.
Bardzo dziękuję za poświęcony czas i życzę wszystkiego najlepszego, a także równie udanych publikacji jak dotychczas.
Cała przyjemność po mojej stronie. Czekajcie na tłumaczenie „The Girl Next Door”. Kupcie książkę dla siebie i swoich znajomych. Niech to będą pierwsze, z wielu sprzedanych książek.
Czy potrzebujecie lepszej rekomendacji?
„Dziewczyna z sąsiedztwa” - najsłynniejsza powieść Jacka Ketchuma
na polskim rynku już 10 listopada!
Wywiad z Jackiem Ketchumem










