- Info
-

Tytuł: Jedyne dziecko
Tytuł oryginału: Only Child
Autor: Jack Ketchum
Format: 143x205 mm
Oprawa: miękkaLiczba stron: 324
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
ISBN: 978-83-61386-07-0
Cena: 33,90 zł
Premiera: 14 lipca 2011
- Opis
-
Jedyne dziecko to kolejna wstrząsająca książka Jacka Ketchuma, autora Dziewczyny z sąsiedztwa, Poza sezonem i Straconych.
Jedyne dziecko jest uznawane za jedną z najbardziej bezkompromisowych powieści w dorobku tego autora, który po raz kolejny ukazuje, że człowiek jest największym z potworów.
Amerykański pisarz, porównywany często do Cormaca McCarthy'ego, przeprowadza w Jedynym dziecku wstrząsające studium psychologiczne ofiar i sprawcy przemocy domowej i molestowania seksualnego.
*
Arthur Danse nie został stworzony do prostego życia. Zdaje sobie sprawę, że stąpa po ziemi z konkretnego powodu – by uświadomić ludziom, że ten świat jest mrocznym i przyprawiającym o dreszcze miejscem. Arthur nie uznaje odpowiedzi odmownej, karzę za nią strachem i bólem bez względu na to, kim jesteś. Żoną. Kochanką. Przechodniem. Jego ośmioletnim synem...
Lydia McCloud nie dostała od życia wiele, ale i wiele nie oczekiwała. Trudne dzieciństwo rekompensuje niesieniem pomocy tym, którzy są w potrzebnie, dlatego wybrała zawód pielęgniarki. Kiedy wreszcie ujrzała prawdziwe oblicze Arthura, było dla niej już zbyt późno. Wyszła za niego za mąż, a ich syn Robert stał się centrum jej świata. A teraz zmuszona jest stoczyć walkę o życie, w której stawką jest los jej jedynego dziecka...
Jack Ketchum – Jedyne dziecko
Polska premiera – 14 lipca 2011
- Fragment
-
PROLOG
Wystarczy, pomyślała.
Dość już tego, do cholery.
Dziecko płakało.
Dziecko chciało cycka. A może pragnęło, by wzięto je na ręce. Albo zsiusiało się lub zrobiło kupkę, choć niewykluczone, że dopiero miało ochotę załatwić się wprost na nią. Może po prostu kisiło to w sobie, magazynowało, w oczekiwaniu na sprawdzenie pieluchy, kiedy to miało szansę wystrzelić swoimi nieczystościami prosto w jej twarz. Nie była to dla niego pierwszyzna.
Wstała z wyra i podeszła do łóżeczka. Mężczyzna nadal spał.
Podniosła dziecko i pomacała pieluchę. Sucha. Pobujała je trochę, ale płakało dalej.
No, na pewno nie dostanie cycka.
Jej sutki były już dostatecznie obolałe.
Jeszcze całkiem atrakcyjna z niej kobieta. I wolała, żeby tak pozostało.
Od jutra przechodzimy na butelkę, pomyślała. Nieważne, co mówią lekarze.
Mogę zrobić z tobą, co tylko zechcę.
Wiesz? Należysz do mnie.
Nadal trochę kręciło jej się w głowie od wypitego podczas kolacji porto, najwyraźniej brał ją kac. Nie przywykła do alkoholu, raczyła się nim od niedawna. A teraz niczego nie pragnęła bardziej niż powrotu do łóżka, chciała przespać ten ból głowy, ale nie, znowu musiała wstać do dzieciaka. Każdej nocy ta sama pieprzona operetka. Co noc i co noc. Mąż nigdy się nie budził. Może z raz albo dwa, ale tylko przewrócił się na drugi bok i wybełkotał, że dziecko płacze, jakby jeszcze się tego nie domyśliła, jakby nie okłamywała sama siebie, że da się to przeczekać.
Dzieciakowi może i nie chciało się siusiu, ale jej na pewno.
Zabrała ze sobą maleństwo, myśląc, że może uśnie, jeśli trochę pospacerują tam i z powrotem. Nigdy nic nie wiadomo.
Poszła korytarzem do łazienki, podciągnęła koszulę nocną i kucnęła, z dzieckiem na ręku. Dziecko, którego twarzyczka poczerwieniała z gniewu, otworzyło szeroko usta i nieznośny, uporczywy i niesłabnący hałas wypełnił małe pomieszczenie. Poczuła ostry zapach własnego moczu, a potem dziwną, ciepłą, rybią woń dziecka i jego łez.
Niektórzy ludzie nie znoszą zapachu dzieci.
Na przykład ona.
Dla niej dziecko nie pachniało jak człowiek.
Kiedy wstała i spuściła wodę, nadal krzyczało.
Naprawdę krzyczało.
Potrząsnęła nim.
- Jezu Chryste – powiedziała. – Zamknij się, na litość boską.
Dziecko nadal płakało. Poczuła, że wzbiera w niej złość.
Już ja cię zamknę, pomyślała.
Dość tego.
Podniosła klapę od sedesu, złapała dziecko za nóżki i obróciła głową w dół. Przemknęło jej przez myśl pytanie, czy naprawdę to zrobi. Jestem do tego zdolna? A odpowiedź brzmiała, że jak najbardziej, do cholery, mam potąd wydzierania się płaczów ssania ślinienia szczania srania mam po dziurki w nosie tego wszystkiego.
Zanurzyła główkę w wodzie.
I przytrzymała.
Bąbelki.
Jęki.
Żałosne, słabowite.
Kaszel.
Mięknie.
Dziecko umiera.
Jej dziecko.
O jezu, o jezu, boże, jezu.
Wyciągnęła je z sedesu, całe ociekające wodą, z otwartymi szeroko oczkami, jakby zdziwione, z ustami pełnymi bieżącej wody z muszli. Nastała cisza, przez tę jedną, przerażającą chwilę dziecko nie oddychało. Miało otwarte usta, ale nic się nie działo. Wtedy zaczęła je poklepywać, walić w plecki, ono zaczęło kaszleć, a potem nastał krzyk, jakiego nigdy wcześniej nie słyszała. Dziecko wpatrywało się w nią, jakby zobaczyło ją po raz pierwszy w życiu, gapiło się wprost na jej schorowaną, dziką duszę. Przytuliła je bardzo czule tylko po to, by uciec przed jego wzrokiem, przed tym pełnym zdziwienia oskarżeniem, przyciskała je do piersi, myśląc o tym, co zrobiła. Co, na Boga, zrobiłam? I mówiła do niego: kochanie, kochanie, kochanie.
- Rekomendacje
-
Jack Ketchum u szczytu swoich przerażających możliwości. Wstrząsająca powieść.
Stephen King, król horroru
Powieścią „Jedyne dziecko” Jack Ketchum po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem z ekstraklasy światowej grozy. Ta książka przeraża realizmem i bezkompromisowo przypomina o koszmarach dziejących się tuż obok nas. Nie sposób przejść obok niej obojętnie.
Stefan Darda, autor „Domu na wyrębach” i cyklu „Czarny Wygon”Prosta rodzinna historia. On, ona i dziecko. Tylko że on jest potworem, ona pogubiona, a ono ofiarą. Lubicie horrory o zwykłym życiu? Ten będzie waszym ulubionym. Zwali was na łopatki i nie pozwoli się podnieść. Absolutne mistrzostwo.
Robert Ziębiński, Newsweek Polska







